Kolędy towarzyszyły nam od dzieciństwa. Nie tylko wyznaczały czas świąt, ale chyba były też pierwszą okazją do wspólnego śpiewu. W domu, w Częstochowie, stało pianino, które dawno temu dziadek za flaszkę załatwił z wagonu od sołdatów. Mama akompaniowała, a my poprzebierani za Maryję, Józefa, aniołów, pasterzy, owce, odtwarzaliśmy jasełka. Najmłodsze leżało w wilkinowym koszu jako Dzieciątko. Kiedy wyrosło i nóżki wystawały ze „żłóbka” stawało się owieczką, a w domu pojawiało się nowe Dzieciątko. Scenariusz, to kolędy ułożone w historię, od zwiastowania, przez przybycie pasterzy, do pokłonu trzech króli. Dorastaliśmy z pastorałkami a one zmieniały się z nami. Do jasełek wnosiliśmy swoje instrumenty, umiejętności, fascynacje, sposoby interpretacji. Chcieliśmy żeby brzmiały naturalnie, tak jak muzyka, której słuchamy. W końcu mama namówiła nas by nagrać płytę. To był początek lat 90 i nikt tak wtedy kolęd nie grał. Nasze wersje pojawiły się w radiu i w TVP, a po roku posypały się zaproszenia na koncerty. Żeby zagrać na żywo to, co w studiu udało się zrealizować metodą wielośladowego nagrania, poprosiliśmy rodzinę Steczkowskich (u nich też było dziewięcioro dzieci) i razem ruszyliśmy w Polskę. Od tego czasu kolejne Boże Narodzenia świętowaliśmy najpierw w domu, a potem na trasie, w salach koncertowych, i kościołach. Maluchy, które na tamtej płycie śpiewają Lulajże Jezuniu, przechodząc mutację złapały za instrumenty. Tak jak przed laty, dorastająca obsada aktorów uzupełniana była nowonarodzonymi. Dorastały nasze dzieci, dojrzewały aranżacje, pojawiły się nowe możliwości. Dziś kolejne pokolenie Pospieszalskich na równi z rodzicami wkroczyło na profesjonalne sceny, ale raz do roku wszyscy zostawiają swoje projekty i kolędujemy jako 15 osobowa orkiestra muzyków o tym samym nazwisku. Chłopcy przyprowadzają swoje dziewczyny, które z czasem również stają się Pospieszalskimi, w konsekwencji obdarowując nas kolejnym pokoleniem: „dzieciątek”, „owieczek” a w końcu młodych muzyków zapewniając tym samym ciągłość tej nadzwyczajnej muzycznej sztafecie pokoleń. Wspólnie wyśpiewujemy Dzieciątku naszą bardzo intymną radość, która teraz przed audytorium na koncertach, w światłach przed kamerami przybiera nowy wyraz. Mamy nadzieję, że nie utraciła nic z autentycznego przeżycia, zachowując bezpretensjonalność rodzinnego muzykowania, którym, chcemy się dzielić.